Turecki targ


Jednym z pierwszych miejsc jakie odwiedziliśmy w ramach naszych podróży kulinarnych był… turecki targ. Z jedzeniem ma wszak dużo wspólnego wspólnego, a i zwyczajów można się paru nauczyć oraz podpatrzeć to i owo.

Tureckie targowisko w zasadzie niewiele równi się od polskiego. Też odbywa się w określone dni tygodnia i też składa się ze straganów. Podejście sprzedawców jest jednak zgoła inne. A to dlatego, że po pierwsze zachęcają (czasem nawet dość nachalnie) do zakupów, a po drugie nie mają absolutnie żadnych oporów przed pozwoleniem na spróbowanie towaru przed zakupem. Na przykład dostałam do ręki kawałek melona tylko dlatego, że przystanęłam akurat obok melonów (zaowocowało to bardzo udanym zakupem, ale o tym później).

Tureckie targowisko robi niesamowite wrażenie. Feeria barw, smaków i zapachów zachwyciłaby każdego smakosza. Ja zakochałam się w tureckich owocach: słodkich, soczystych. Jednym słowem przepysznych. Malutkie banany, dojrzałe melony, brzoskwinie z których sok cieknie po brodzie podczas jedzenia, świeże figi. Ich smaku nie da się zapomnieć, a już sam ich zapach świadczy o tym, że słońca miały pod dostatkiem.

Zachwyciła mnie też olbrzymia ilość zieleniny. Jeśli ktoś chce się w śródziemnomorskiej części Turcji zdrowo odżywiać, nie ma z tym absolutnie żadnego problemu. Świeże, nieprzetworzone produkty są na wyciągnięcie ręki. Poza warzywami i owocami (które w Turcji są nie tylko smaczniejsze, ale też TAŃSZE niż w Polsce, o targowaniu nie wspominając) można tu również kupić oliwki, oliwę (wyciskaną z oliwek przez pana, który tę oliwę sprzedaje), przyprawy i sery. Sery to kolejna moja fascynacja turecka, głównie dlatego, że tak jak w przypadku owoców, można ser przed zakupem spróbować.

Wspaniałe miejsce.

No i mają takie małe – PRZEPYSZNE – banany. Nawet się nie obejrzałem, kiedy ponad kilogram mi gdzieś zniknął. I tylko smętne skórki zostały. (Michaniu)



Zostaw komentarz

Imię (wymagane)

Strona www